//////

OSTATNIA POLITYKA

Ta ostatnia polityka znów z kolei może być prowadzona najróżnorodniejszymi metodami: od najbrutalniejszej przemocy  do np. najczęściej dziś stosowariej presji podatkowej, pozornie tylko tę przemoc maskującej w krajach kolonialnych. Je­śli bowiem do asortymentu potrzeb ludowych nie umie się wpro­wadzić potrzeb nowych, które zmusiłyby do szukania pracy najem­nej, wówczas ma się nadzieję, że funkcję tę może spełnić presja podatkowa, zmuszając do zarobienia w gotówce przynajmniej sumy potrzebnej do opłacenia podatku. Jak się okazuje i ten środek dzia­ła bardzo niedoskonale . Czasem w tym samym kierunku działa presja zadłużenia, nieraz świadomie stosowana, najczęściej, lecz nie tylko, w stosunku do robotników rolnych.

OGROMNE RÓŻNICE

Występują w nim jednak ogromne różnice ilościowe, zależne od tego, w jakim stopniu industrializa­cja była „przygotowana” poprzednią ewolucją ustroju rolnego. W jakim stopniu rozbicie tradycyjnych gmin wiejskich było juz fak­tem dokonanym. Im bardziej rozwój przemysłu ma charakter „in­dukowany” , tym bardziej mobilizacja siły roboczej dla przemy­słu ma charakter nie tyle mobilizacji elementów, które już więź ze wsią zerwały, ile rozbijania owych wspólnot gminnych. Znane z przeszłości i teraźniejszości przebiegi procesu in­dustrializacji układają się tu w szeroki wachlarz, na którego jed­nym krańcu są poor laws, domy pracy przymusowej dla „włóczę­gów” etc., znane ze wszystkich chyba krajów Europy w XVIII w., na drugim różne wysiłki zmierzające do przesunięcia do pracy prze­mysłowej przynajmniej części siły roboczej, żyjącej dotąd w ra­mach tradycyjnych wsi.

ENERGICZNE DZIAŁANIA

Cytowaliśmy wyżej — i to z aprobatą — zdanie Ashtona o  dużych trudnościach, jakie mieli wcześni przemysłowcy ze zdo­byciem rąk roboczych. Zdanie to jest słuszne jednak jedynie pod pewnymi warunkami. Nie oznacza ono chyba fizycznego nieistnie­nia wystarczającej ilości ludzi. Nie oznacza też chyba braku ludzi, których związek ze wsią jest już w ten czy inny sposób zerwany.„Po drogach — pisze o Francji, Niemczech i Rosji w sta­rej, lecz nieprzestarzałej, pracy Kuliszer — snuli się żebracy i włó­czędzy, którzy przekładali bezczynność nad pracę. Wszędzie władze podejmowały energiczne działania dla zmniejszenia ich lic2by, a tym samym dostarczenia siły roboczej rodzącemu się przemysło­wi” . Zostawiając chwilowo na stronie słowo „próżniactwo” stwierdzić trzeba, że zjawisko ma charakter generalny wczes­nym stadium industrializacji.

DRUGI AKT DRAMATU

Drugi akt dramatu — to koleje jednostek wyrwanych z tradycyjnego środowiska i zagubionych w wielkim a obcym im świecie. Zdumiewająca jest naiwność i ignorancja historii u ludzi, którzy dziwią się, widząc w świeżo uprzemysławiających się kra­jach objawy takie, jak np. demoralizacja, brak dyscypliny społecz­nej, płynność nowych kadr robotniczych etc. Zdumiewający jest pedantyzm historyków i logików, w tym jednym najczęściej zgod­nych, że „historia niczego nie uczy”, gdy tymczasem z doświad­czenia historycznego zjawiska te można by bez wątpienia prze­widzieć.Fakt zdumiewającej koegzystencji we wczesnych stadiach industrializacji wielkiej liczby ludzi „płynnych”, wyrwanych już ‘ z ram tradycyjnej społeczności gminnej, z jednoczesnym brakiem rąk roboczych dla powstającego przemysłu jest zjawiskiem, które zwracało każdorazowo uwagę współczesnych i nieraz też było póź­niej podkreślane przez naukę historyczną

STOPA ŻYCIOWA

Stopa życiowa, jaką przynależność do takiej 1 komuny zapewnia, bywa często rzeczywiście nędzarska, ale zapewnia ona jednocześnie wewnętrzną asekurację oraz status szacunku społecznego , czego rodzący się przemysł swym nowo werbowanym robotnikom jakże często zapewnić w najmniejszej mierze .Jeśli nowe, industrialne społeczeństwo może się zrodzić jedynie ze starego, tradycyjnego, rolniczego — to, zarówno dla zro­zumienia rewolucji gospodarczych przeszłości, jak i dla programo­wania wzrostu gospodarczego na przyszłość, problemem fundamen­talnym jest historyczne, ekonomiczne i socjologiczne zrozumienie tego ostatniego ; jego struktury, jego funkcjonowania i miejsca w nim jednostki ludzkiej.Drugi wariant, rozbijania całej zbiorowości gminnej, zna­ny z niektórych typów ogradzań, również nie należy tylko do prze­szłości.

MATERIALNE CZYNNIKI

Znów bynajmniej nie jest tak, by owe materialne czyn­niki, trzymające jednostkę w ramach tradycyjnej gminy, pozornie nie pozwalające jej zamienić skrajnej często nędzy na znośniejsze warunki, były całkowicie nieracjonalne i całkowicie „nieprzekła- dalne” na naszą racjonalną aparaturę pojęciową. Jeśli do rozumo­wania ekonomicznego obok elementu realnej wysokości zarobku wprowadzimy chociażby element bezpieczeństwa, chyba dostatecz­nie równouprawniony w teorii ekonomii od czasu Keynesa  — działania tych jednostek, do ostatniej chwili broniących się przed I „wypchnięciem” z tradycyjnej gminy, nieraz wydadzą się nam całkowicie racjonalne.

PANUJĄCY POGLĄD

Pogląd, według którego ludzie nie opuszczają swych wsi i nie idą do pracy w miejskim przemyśle dlatego, że nie są dosta­tecznie poinformowani o otwierających się przed nimi możliwoś­ciach, jest równie naiwny, jak owo marshallowskie określenie ich jako ignorant and phlegmatic men. W ramach tradycyjnej gminy człowieka trzymają nie tylko, a nawet nie tyle, negatywne, co po­zytywne czynniki. Jakże też często, najczęściej niemal, opuszcza on swą wieś dlatego, że owe pozytywne czynniki przestają funkcjono­wać i zamieniają się w negatywne. Innymi słowy idzie do przemy­słu nie^ znęcony otwierającymi się warunkami, lecz zmuszony nie­możnością utrzymania się, nie przyciągnięty większym zarobkiem, lecz „wypchnięty” ze wsi głodem.